wtorek, 2 maja 2017

Rozdział XV - Trening



   Gdy tylko słońce wzeszło, wyskoczyłam z łóżka. Przebrałam się i wraz z Joy czekałyśmy na dalsze wydarzenia. Po jakiś 15 minutach do pokoju wszedł Ross z wielkim uśmiechem na twarzy. Mnie nie było do śmiechu. Przez całą noc czułam narastający ból, w okolicy klatki piersiowej. Przebierając się odkryłam, że pentagram rozrósł się jeszcze bardziej. Teraz zajmował całą klatkę piersiową, cały brzuch, oraz kawałek pleców. Zakrył cały mój tatuaż. W tym miejscu jak i na pieczęci bolał najbardziej.
- To co mała, gotowa na trening? – Posłałam mu piorunujące spojrzenie. – No co, nie cieszysz się? Dzisiaj poćwiczymy zaklęcia. To chyba dobrze, prawda?
- Głupcze! Nie widzisz, że ona cierpi? Całą noc płakała z bólu, a ty jej teraz o durnych zaklęciach pierdolisz? Ross otwórz oczy. Nie widzisz jak ona wygląda? – Wykrzyczała Joy. Byłą wściekła. Wysunęły jej się kły i przygwoździła chłopaka do ściany. Wstałam i podeszłam do nich. Położyłam dłoń na ramieniu wampirzycy.
- Joy, daj spokój. Nie mógł wiedzieć. – Dziewczyna odsunęła się od Rossa, dalej szczerząc do niego kły.
- Czy ktoś mi powie co tu się dzieje? Czemu tak na mnie naskoczyłaś, wampirzyco? Myślałem, że będziecie się cieszyć tym, że Aileen odzyska częściowo moce. Jeżeli nie chcesz, wcale mocy oddawać Ci nie muszę. – Powiedział zdezorientowany Ross.
- Nie oto chodzi. Chcę odzyskać moce, ale tak jakby nie wiem czy mój organizm to wytrzyma. – Obydwoje spojrzeli na mnie przerażeni. Uśmiechnęłam się do nich smutno, po czym zaczęłam rozpinać moją koszulę. Zdjęłam ją, a ich oczom ukazał się wielki pentagram, żarzący się na fioletowo. Joy przycisnęła dłonie do ust, a Ross do mnie podbiegł. Joy podeszła ostrożnie, a po jej policzkach spływały szkarłatne łzy.
- Wczoraj był mniejszy. Wiedziałam, że stan jest poważny, ale nie myślałam, że aż tak. – Powiedziała cicho dziewczyna.
- Boże, ale jak. Jak wczoraj Cię widziałem był malutki. Co się stało? – Zapytał Ross
- Zaczął rosnąć. Prawdopodobnie sama to wywołałam. – Joy spojrzała na mnie pytająco. – Nie patrz tak na mnie. Pamiętasz jak w nocy zaczęłam płakać przez sen? – Dziewczyna kiwnęła głową. – Wtedy to nie było jeszcze z bólu, a przynajmniej nie fizycznego. Połączyłam się z Nathanielem. Została nam ostatnia nitka połączenia, wczoraj ją wykorzystałam. Upadły anioł obdarł go ze skrzydeł, a teraz Nathan umiera. – Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. – Muszę coś zrobić. Nie pozwolę mu umrzeć. On jest dla mnie najważniejszy. Zawsze go czułam, a teraz została mi po nim ziejąca pustka w moim sercu. Moja więź z nim przepadła. Nawet nie wiem gdzie jest. – Zaczęłam płakać coraz głośniej, nie tyle ze smutku co ze złości na samą siebie, że nie wiem jak go uratować. – I jeszcze ten cholerny pentagram. Co ja mam zrobić? Co mam zrobić?!
- Po pierwsze uspokoić się. Nie myślisz, gdy jesteś zła. Joy, czy mogłabyś…?- Dziewczyna pokiwała porozumiewawczo głową w stronę Rossa i do mnie podeszła. Złapała moje policzki w obie dłonie, po czym pocałowała mnie w czoło. Po moim ciele, niemal natychmiast rozpłynął się spokój.
- Lepiej? – zapytała dziewczyna. Pokiwałam twierdząco głową i wstałam z podłogi, na której obecnie klęczałam.
- Nie wiedziałam, że masz takie moce. – Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie radośnie.
- Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
- Przepraszam, że muszę przerwać tą rozmowę, ale za 5 minut masz zacząć swój trening Aileen i będzie źle jeżeli go nie przeprowadzimy. Dzisiaj obserwatorem jest sam Nick. Dasz radę trochę pobiegać? – Pokiwałam twierdząco głową. – Ty się idź przebierz, a my z Joy obmyślimy plan, co dalej. – Po słowach Rossa zniknęłam w łazience z czarnymi, dresowymi spodenkami i śliwkową bluzką z ramionami trzy-czwarte, aby nie było widać pentagramu. Przebrałam się, nie patrząc na swoje odbicie. Dopiero gdy czesałam włosy, spojrzałam czy nic nie prześwituje.  Wszystko było w porządku. Wyszłam z łazienki z włosami spiętymi w kłosa i energią do dalszych działań. Ross i Joy, powiedzieli mi cały plan, który wymyślili, ja dodałam kilka poprawek i byliśmy gotowi. Wyszliśmy z komnaty. Przed drzwiami do Sali treningowej, rozłączyliśmy się z Joy, która poszła do Nicka na trybuny. Wraz z Rossem przeszłam przez drzwi i oniemiałam. Nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie czegoś takiego. Na całej podłodze była rozłożona sprężysta mata, taka jak dla akrobatek. Z sufitu zwisały liny i obręcze.  Na drabinkach zamocowano drążek. Wzdłuż całej ściany były przyrządy do ćwiczeń. Różnego rodzaju sztangi, hantle, rowerki i bieżnie, i wiele innych przyrządów, których zastosowań jeszcze nie znałam. Po przeciwległej ścianie, stały kukły. Przy kukłach były drwi prowadzące do pokoju alchemii. W każdym razie tak mi się wydawało, po zobaczeniu kotłów i różnych flakoników.
- I co Emily, podoba się? – Zapytał Nick, znajdujący się na trybunach. Znowu trzeba grać. Uśmiechnęłam się i obróciłam się w stronę wampira.
- Tak, bardzo.  Troszkę mnie to jednak zaszokowało, bo myślałam, że miałam uczyć się magii. – Odpowiedziałam najsłodszym głosem jakim mogłam.  Nick zaśmiał się.
- Kochana, oczywiście, że magii uczyć się będziesz, ale najpierw potrzebujesz wzmocnić swój organizm, aby magię w sobie utrzymać. Myślę, że z magią będziesz mogła pracować za jakiś miesiąc lub dwa. – Posłał mi dziwny uśmiech, którego nie mogłam odczytać. Czyżby coś wiedział? Podejrzewał, że ja coś wiem? Może wiedział o Nicku i o jego bliskiej śmierci? Może chciał być pewny, że jak odzyskam magię, nie wyruszę po niego bo nie będzie już po co iść? Tak wiele pytań i żadnych odpowiedzi. Nie mam dwóch miesięcy, Nathan ich nie ma. Muszę przyśpieszyć ten proces. Nadszedł czas fazy pierwszej. – Ross, przejdź proszę do treningu . Muszę zobaczyć na własne oczy, na ile stać Emily.
I tak zaczęła się największa męczarnia w moim życiu. Byłam nie wyspana i obolała. Pierwszą rzeczą jaką miałam zrobić było przebiegnięcie zamku 20 razy. Na formę nie narzekam, ale Ross nadał zabójcze tempo. Pentagram nie dawał o sobie zapomnieć. Po przebiegnięciu wyznaczonego dystansu, przyszedł czas na wzmocnienie moich mięśni. Pierwszy był drążek. Nigdy wcześniej się na nim nie podciągałam, ale szło mi zadziwiająco dobrze. Dzięki Ross. Podciągnęłam się 15 razy. Potem była sztanga i  inne bzdety poprawiające mięśnie. Potem poszliśmy biegać kolejne 20 okrążeń. Gdy doszliśmy do sali ledwo trzymałam się na nogach, ale nie mogłam tego okazać. Musiałam być twarda, aby pokazać, że zasługuję na moce wcześniej.
- No, no, no jestem pod wrażeniem twojej formy Emily. Jesteś silniejsza niż przypuszczałem, jeżeli dalej tak pójdzie magie dostaniesz wcześniej. Teraz jesteś już wolna. – Już odchodził z trybun, niestety wrócił się z powrotem i dodał – Byłbym zapomniał, za pół godziny masz się wstawić na obiad, Joy Cię przyszykuje. Do zobaczenia kochanie. – Posłał mi jeszcze uśmiech i wyszedł z trybunów. Joy niemal natychmiast do nas zeskoczyła, a ja niemal w tym samym momencie opadłam na tors Rossa.
- Dobrze się spisałaś. Jestem z Ciebie dumna. – Odpowiedziała pokrzepiająco Joy. Wzięła mnie na ręce i w wampirzym tempie zaniosła mnie do mojego pokoju. Położyła mnie do łóżka. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy bólu. Piekło mnie wszystko. Każdy mięsień mojego ciała, płuca, a przede wszystkim pentagram.  Wampirzyca zaczęła głaskać moje włosy. – Cii, spokojnie, Ross zaraz tu będzie. Zaraz przestaniesz cierpieć, obiecuję. – Niestety mimo obietnicy Joy, Ross zjawił się dopiero po 15 minutach, które dla mnie były wiecznością. – Co tak długo? Aileen jest blada z bólu, szybko. – Zanim wytłumaczył czemu go tyle nie było, podszedł do mnie i wyciągnął spod bluzy mały flakonik. Szybko go wypiłam, i usiadłam. Ross siadł na pufie.
- Zatrzymał mnie Nick. Powiedział, że mam z Wami zjeść . Mówił też, że może jeszcze w tym tygodniu pozwoli Ci trenować z magią. To dobra wiadomość Aileen, a i kazał założyć Ci to. - Podszedł do szafy i wyciągnął z niej krwisto czerwoną sukienkę. Przód był krótszy od tyłu i sięgał mi prawdopodobnie do kolan. Wstałam, zdjęłam poprzedni strój i ubrałam sukienkę. Gdy stałam przez chwilę w samej bieliźnie, policzki Rossa przybrały odcień bordo. Razem z Joy wybuchłyśmy śmiechem, natomiast Ross szybko odwrócił swój wzrok ode mnie. Suknia była ładna i całkiem ładnie leżała. Niestety był problem. Suknia miała bardzo głęboki dekolt i cieniutkie ramiączka, oraz rozcięcia po bokach brzucha. Wszystkie te „upiększenia” ukazywały pentagram. – Nie jest dobrze. – Stwierdził Ross.
- Nie. Jest dużo gorzej. Nie mogę tak iść, a nie mogę nie przyjść  bo narobię nam kłopotów. I co teraz?- Zapytałam .
- Spokojnie zaraz coś wymyślimy, może będzie się to dało przykryć podkładem? – Zasugerowała Joy. Wyjęła podkład z kosmetyczki, która jakimś cudem znalazła się pod łóżkiem. Zaczęła go rozprowadzać po pentagramie. Było troszkę lepiej, bo tak bardzo się nie jarzył, ale w dalszym ciągu był widoczny. – Cholera, dalej go widać. Ma ktoś inne pomysły? Ross może masz na to jakąś miksturę czy coś takiego?
- Nigdy nie pracowałem z pentagramem, więc nie wiem czy zadziała, ale owszem istnieje specjalny płyn, który niweluje magiczne znamiona. Może on pomoże? – Zapytał chłopak.
- Spróbuję wszystkiego, przyniesiesz go? Mamy mało czasu do obiadu. – Ross kiwnął głową i wybiegł z pokoju. Natomiast Joy zrobiła mi makijaż i poprawiła włosy. Chłopak po chwili wrócił z flakonikiem.
- Aileen, ostrzegam. Niezależnie od tego czy to zadziała czy nie będziesz osłabiona. – Potaknęłam i wypiłam płyn. Pentagram zaczął jaśnieć i można było mieć wrażenie, że znikł. Jednak jeżeli bliżej się przyjrzeć i tak można było dostrzec fioletową poświatę. – Hmm, rzucę na ciebie iluzję, może to całkowicie zatuszuję poświatę? -  Ross wyszeptał kilka słów, którymi nałożył na mnie iluzję. – Jest lepiej, poświata zniknęła.
- Ross, przecież iluzja ciebie też osłabi. Jesteś pewny, że to dobry pomysł? – Zapytałam przejęta.
- Znam skutki, swoich zaklęć Aileen. Nic lepszego już nie wymyślimy. Najważniejsze, że nie widać pentagramu, a teraz szybko bo została nam minuta do obiadu. Joy biegnij z Aileen. Ja już będę na Was tam czekał.
- Sugerujesz, że będziesz szybszy niż ja? To co, zawody?
- Jeszcze się pytasz?  Do zobaczenia na miejscu. – Zaśmiał się i znikł. Czyli się przeteleportował, co oznacza, że oszukiwał i grał nie czysto.
- Jak dzieci. – Tyle zdążyłam powiedzieć, zanim usiadłam na swoim miejscu obok Nicka, przy stole.
- Wygrałem. – Oświadczył Ross. Wszyscy zaczęli się śmiać, a Joy się napuszyła, z takiego wyniku.
- Znowu się ścigacie?- Zapytał Nick. Obydwoje pokiwali głowami. – Joy nigdy się nie nauczysz, że z Rossem nie masz szans? Tylko ja z nim mogę wygrywać. Ale dobrze, nie o tym teraz. Emily mam dla ciebie dobrą wiadomość. Po dzisiejszym treningu jestem pewny, że moce otrzymasz w piątek. Cztery dni takiego treningu jak dzisiaj i jeżeli nic się nie zmieni, będziesz miała swój wymarzony trening. Cieszysz się?
- Tak, oczywiście. Nie zawiodę Cię Nick. – Odparłam.
- Dobrze w takim razie jedzmy. – Po słowach Nicka na stół postawiono kielichy z krwią, a dla mnie i dla Rossa, owoce morza z makaronem. Po godzinie siedzenia przy stole zarówno ja, jak i Ross zaczęliśmy słabnąć. Udałam zmęczoną, i ziewnęłam zakrywając sobie usta dłonią. Nick natychmiast spojrzał w moją stronę.
- Przepraszam. Po dzisiejszym treningu jestem bardzo zmęczona, czy mogę wrócić do pokoju? – Zapytałam się, grzecznie Nicka. Ten uśmiechnął się do mnie i przelotnie spojrzał na moje ciało.
- Dobrze, rozumiem. Joy Cię odprowadzi do pokoju. Zgadza się Joy? – Ta odłożyła kielich, z którego piła.
- Nick, wolałabym nie. Nie jadłam przez kilka dni i przez tyle samo czasu Cię nie widziałam. Chciałabym jeszcze chwilę posiedzieć w towarzystwie moich braci i sióstr, i dokończyć posiłek. Jeżeli oczywiście pozwolisz. -  Joy mówiła poważnie, ale zarazem jak dziecko, które by coś bardzo chciało.
- Joy ma rację, siedzi tylko przy mnie i mnie pilnuje. Jej też należy się odpoczynek. Może Ross miałby ochotę mnie odprowadzić? – Zapytałam.
- Z miłą chęcią Pani. Panie, czy mógłbym spełnić życzenie Panienki? – Spytał pokornie Ross. Bolało mnie to jak bardzo musi się płaszczyć. Nie był taki. Nie lubiłam też jak nazywano mnie „Panią” albo „Panienką”. Nie jestem księżniczką i nigdy nią nie będę.
- Zgadzam się. No na co czekasz? Odprowadź ją. – Rozkazał Nick. Ross wstał z krzesła i podszedł do mnie. Odsunął moje krzesło i pomógł wstać, po czym podał swoje ramię. Przyjęłam je. Wyszliśmy z jadalni. Wiem ile siły musiało go kosztować, chodzenie prosto i to na dodatek z balastem. Nie miał siły by nas przeteleportować więc, musieliśmy się doczłapać do mojej komnaty samodzielnie. Gdy tylko tam doszliśmy, iluzja zniknęła, a Ross upadł na podłogę. Ostatkiem sił zaniosłam go na łóżko, po czym sama się na nim położyłam. Obudziły mnie dopiero kroki Joy, która przyszła sprawdzić co z nami. Ross w dalszym ciągu spał. Rozmawiałyśmy z dziewczyną dobre kilka godzin, o naszych dzieciństwach, pierwszych miłościach i innych babskich sprawach. Dopiero po tym czasie obudził się Ross. Wskoczyłam mu na szyję i zaczęłam dziękować, że tak się poświęcił. Chłopak odwzajemnił uścisk. Po kilku chwilach wyszedł do siebie przygotować się na następny dzień. Razem z Joy weszłyśmy do łóżka i poszłyśmy spać. W głowie miałam tylko piątek i odzyskanie mojej magii. Musiałam wytrzymać jeszcze kilka, aby zrealizować swój plan.

***

   Cześć wszystkim! Długo mnie tu nie było, ale z okazji majówki napisałam rozdział. Nie jestem pewna, czy jeszcze ktoś to czyta, jeżeli tak to bardzo się cieszę. Od razu przepraszam za błędy, których pewnie jest mnóstwo (szczególnie tych interpunkcyjnych ), ale u mnie to nic nowego.☺ 
 Serdecznie pozdrawiam i życzę udanej majówki. 
Córka Razjela